just two more drunks serenading an indifferent world
a tak to co tam u mnie? nic wiele w gruncie rzeczy. od razu na poczatku zeszlego tygodnia zaliczylam wtope, bowiem pojechalam na nowe wlosci do lidki emerytki, co z zalozenia nie moglo sie skonczyc dobrze. udalysmy sie na dobry poczatek do kau(f)landu, gdzie zaopatrzylysmy sie w wyjatkowo tanie szampany. trunki te nastepnie u lidii obalilysmy, ale jako ze mialysmy jeszcze cole i lidczyna zubrowke, to oczy
wiscie obalanko sie cokolwiek przedluzylo... w efekcie jakos po godzinie 23 wytoczylam sie z jej apartamentu, a pozniej z wielkimi trudnosciami odnalazlam droge do domu, mimo iz zadne trampki juz natenczas od niej nie jechaly. jak dotarlam na rondo mogilskie - nie wiem. ale udalo mi sie jakos po polnocy zawitac w nowych progach. niestety, jak sie okazalo, szklana winda nie wywiozla mnie na pietro "raj" (jak w piosence kombi). zamiast tego wypadl mi w niej portfel (ktorego braku w calym amoku pozubrowczanym nie obczailam), i mimo calego szczescia dzieki ktoremu sie ostatecznie odnalazl, wszystkie pieniadze jakie w nim mialam bezpowrotnie zniknely :-( dobrze, ze chociaz nie musialam od nowa wyrabiac wszystkich dokumentow, to bylby koszmar... odzyskawszy portfel stwierdzilam, ze polowicznie uczciwy znalazca zostawil mnie bez grosza, ale okazalo sie, ze nie - dowcipnis jedna groszowke mi laskawie zostawil. co za zycie! zreszta efekty tej nocy nie ograniczyly sie jedynie do poglebienia mojej i tak juz galopujacej biedy, bowiem odczuwalysmy je jeszcze przez caly tydzien ;-) okazalo sie, ze po spozyciu %% zasiadlysmy do neta i powysylalysmy rozne inkryminujace wiadomosci do roznych nieodpowiednich osob - klasyka... ale pocieszylo mnie tez uznanie wspollokatorek lidki, ktore stwierdzily, ze dalysmy dobry koncert: w repertuarze znalazly sie piosenki "nic nie moze przeciez wiecznie trwac" anny jantar, a takze nasz absolutny imprezowy kanon: "uciekaj moje serce" seweryna krajewskiego ♥w tym tygodniu bylo juz odrobine lepiej. udalysmy sie z justi, lidka i piotrusiem do kitscha, mimo wczesniejszych obaw, jakie w nas wzbudzily dwie pollitrowki szwejkowego rumu firmy jelínek oraz pokazna wyborna przywieziona przez piotrusia, ale chec uskutecznienia mniej lub bardziej nieskladnych plasow przezwyciezyla ewentualnosc osiagniecia stanu
mistrza zgona, i udalo nam sie do ww. przybytku dotrzec. bylo calkiem fajnie, odstawilismy britney's circus na podestach, haha. bawilismy sie dobrze, zwlaszcza ze wyjechalismy kolo polnocy, a dopiero ok. 5 rano sie zorientowalismy, ze jest tak pozno. generalnie trudno bylo to zauwazyc, skoro bylo na maksa duzo ludzi, mimo ze to byl tylko czwartek, no i juz prawie rano. w efekcie postanowilismy z piotrusiem ruszyc do domostwa (on mial prace, ja korki na drugi dzien), a dziewczyny zostawilismy jeszcze chwilowo na pastwe jakichs nowopoznanych kolesi ;-) niestety, cos zle sobie wszystko zorganizowalismy, bo poszlismy okrezna droga przez rondo grzegorzeckie do mogilskiego, no i mimo ze juz jezdzily tramwaje, ochodzilismy sie jak malo kiedy. taki maly aerobik w celu spalenia kalorii z picka i pysznych tostow z szynka szwarcwaldzka, sosem tzatziki i ananasem, jakie zaserwowala nam lidia - pycha!!no. to chyba tyle z ostatnich dwoch tygodni. powinnam chyba pisac czesciej a mniej. hmm.


Komentáře: 0:
Okomentovat
Přihlášení k odběru Komentáře k příspěvku [Atom]
<< Domovská stránka